Nie będzie komisji ds. Macierewicza

Komisja ds. wyjaśnienia działalności Antoniego Macierewicza nie powstanie. Sprawa ta ma jedynie zająć opinię publiczną na kilka dni, dać Platformie i rządowi trochę względnego spokoju oraz pozwolić na zmobilizowanie centrowych wyborców poprzez straszenie ich partią Kaczyńskiego. Ostateczne powstanie komisji jest PO nie na rękę z co najmniej kilku przyczyn.

Gdy powoływano komisję ds. afery Rywina opozycja mogła tylko zyskać, Leszek Miller mógł praktycznie tylko stracić. W przypadku gremium, które miałoby zajmować się Macierewiczem taka sytuacja nie ma miejsca, bo Platforma sama ma bowiem sporo do stracenia.


Przesuwanie Macierewicza do centrum
Macierewicz obecnie kojarzony jest głównie jako szef parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. W oczach opinii publicznej jest główną twarzą, uznawanych przez wielu za absurdalne, teorii sztucznej mgły, wybuchu na pokładzie tupolewa czy dywagacji na temat brzozy pod Smoleńskiem. Przyjmuje też odpowiedzialność, za wszelkie wpadki ekspertów swojego zespołu. Zdarzyło mu się też wspomnieć o stanie wojny z Rosją. W tej postaci Antonii Macierewicz idealnie nadaje się, by straszyć i mobilizować nim umiarkowany, centrowy elektorat Platformy Obywatelskiej. Gdyby jednak udało się powołać komisję śledczą ds. zbadania jego działalności przy likwidacji WSI, wtedy opinia publiczna przez długie miesiące ekscytowałaby się tym właśnie aspektem działalności Antoniego Macierewicza. A który Antonii Macierewicz jest bardziej strawny dla umiarkowanego elektoratu? Ten, który szuka sztucznej mgły pod Smoleńskiem, czy ten który tropił, być może nadgorliwie, ciemne sprawki służb specjalnych? Zdecydowanie ten drugi. Efekt przesunięcia Macierewicza do centrum zostanie też wzmocniony przez prawdopodobną linię obrony PiS, czyli prezentowanie likwidatora WSI jako szeryfa, rycerza na białym koniu, który wbrew przeciwnościom walczył z patologiami służb specjalnych. Taka ewolucja postrzegania Macierewicza na pewno nie jest na rękę Platformie Obywatelskiej.

Wejście w ulubioną narrację PiS
Komisja ds. Antoniego Macierewicza działałaby na polu, na którym PiS zawsze czuł się najlepiej - walki z układem. PiS mógłby przypominać wszystkie grzechy i patologie służb specjalnych, grzmieć o ich związkach z polityką i wielkim biznesem. Platforma Obywatelska, jako główny aktor komisji, jednoznacznie wskazałaby na siebie, jako reprezentanta interesów układu. To dla PiS sytuacja wręcz wymarzona. Podobnie jak stanięcie w jednym szeregu z PO Twojego Ruchu i SLD. Partia Kaczyńskiego mogłaby dzięki temu jeszcze skuteczniej przekonywać wyborców, że tylko ona jest realną opozycją, a ugrupowania Palikota i Millera to przystawki Tuska. Prawo i Sprawiedliwość mogłoby także umacniać przekonanie, że 6 lat po objęciu sterów władzy w Polsce, PO nadal zajmuje się głównie walką z PiS, a nie rządzeniem krajem. Komisja będzie przecież emocjonującym politycznym teatrem. Na pewno chociaż trochę przesłoni wiele inicjatyw rządu.

Prezydent nie będzie zadowolony
Do powstania komisji może nie dopuścić też prezydent Komorowski, pomimo tego, że podobno z jego otoczenia nieoficjalnie płyną przychylne opinie na jej temat. Politycy PiS od razu zapowiedzieli, że będą chcieli wyjaśniać jego związki z WSI, na które dowodem miało być głosowanie przeciw likwidacji tych służb. Prezydent Komorowski może znaleźć się w równie niewygodnym położeniu, co kiedyś Aleksander Kwaśniewski. Przyjście na komisję byłoby wizerunkowym umoczeniem się w sprawie WSI i wejściem pod ogień pytań przedstawicieli PiS, nie przyjście pozwalałoby na snucie podejrzeń, jakoby miał coś do ukrycia.

Pamiętajmy też, że Platforma Obywatelska nie może liczyć na lojalność innych członków komisji tj. Twojego Ruchu i SLD. W ich interesie byłoby bowiem nie tylko walka z PiS, ale także z Platformą, która przecież likwidację WSI poparła. Być może politycy lewicy, po tym jak pognębiliby Antoniego Macierewicza, spróbowaliby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i uwikłać w sprawę niektórych polityków PO? Byłoby to bardzo trudne, ale na pewno nie niemożliwe.

Oczywiście w wyniku powstania komisji ds. Antoniego Macierewicza duże straty mógłby ponieść też PiS. Najprawdopodobniej prace tego gremium zakończyłyby się wnioskami do prokuratury ws. ukarania Macierewicza, a może nawet i innych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Komisja pozwoliłaby też niechętnym wobec PiS publicystom znów rozpisywać się o "dusznej atmosferze" rządów tego ugrupowania. Znów skuteczniej straszyć partią Kaczyńskiego mogłaby lewica. Wydaje się jednak, że Platforma Obywatelska ma mimo wszystko zbyt dużo do stracenia przy okazji powołania i prac komisji ds. Macierewicza, żeby ostatecznie się na nią zgodzić.

Wszystko to, rzecz jasna, w niczym nie przeszkodzi Platformie w rozgrywaniu sprawy powołania komisji w stylu znanym z wniosków o postawienie Ziobry i Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu. Schemat zawsze jest mniej więcej taki. Najpierw pojawia się pomysł, zapala się do niego lewica, popiera go część polityków Platformy, potem pojawiają się pierwsze sceptyczne głosy w samej PO, a w końcu sprawa się rozmywa lub zostaje ostatecznie (do następnego razu) ucięta. W rezultacie opinia publiczna ma o czym dyskutować przez kilka czy kilkanaście dni, Platforma i rząd mają względny spokój, a przy okazji może przy tym znów trochę postraszyć wyborców starymi grzechami PiS.

--
Zapraszam także na kanał na YouTube, Fan Page na Facebooku i profil na Twitterze!
Trwa ładowanie komentarzy...