O co gra, a o co może grać prezydent Andrzej Duda?

Niecały miesiąc temu rozpoczęła się prezydentura Andrzeja Dudy. Czy zgodnie z oczekiwaniami będzie on "prezydentem wszystkich Polaków"? Na razie nic na to nie wskazuje. Jest to jednak większa strata dla Andrzeja Dudy, niż dla Polaków.

Zacznijmy od faktów. Prezydent Duda złożył wniosek o zorganizowanie w dniu wyborów parlamentarnych referendum ws. obniżenia wieku emerytalnego, lasów państwowych i obowiązku szkolnego 6-latków. Jest marzeniem PiS, by kampania wyborcza kręciła się wokół tych tematów, gdyż na ich tle wyborca zobaczy "złą PO" i "wspaniały PiS". Prezydent Duda ogłaszając takie referendum wpisuje się więc idealnie w kampanię PiS, podobnie jak ruszając w "dziękczynny" objazd po kraju. Tak jak marszałek Kidawa-Błońska swoimi spotkaniami wspiera premier Kopacz, tak samo prezydent Duda swoimi podróżami wspomaga kampanijną aktywność Beaty Szydło. Zaangażowanie prezydenta w kampanię PiS nie podlega więc dyskusji i nie jest też niczym dziwnym. To normalne, chociaż rozbieżne z oczekiwaniami społecznymi, że prezydent wspiera to środowisko polityczne, z którego się wywodzi. Fakt, pozostaje jednak faktem - Andrzej Duda uczestniczy w kampanii wyborczej po stronie PiS.

W aktywności politycznej prezydenta Dudy widać jednak inną, dużo bardzo niepokojącą tendencję. Wykonywanie, a w zasadzie niewykonywanie pewnych gestów. Prezydent Duda nie podał ręki premier Kopacz na obchodach rozpoczęcia II Wojny Światowej, nie wspomniał tez o Lechu Wałęsie podczas przemówienia z okazji rocznicy porozumień sierpniowych. To niby drobiazgi, ale świadczą o pewnej postawie. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby takie gesty wykonywał Jarosław Kaczyński. Opinia publiczna przyzwyczajona jest, że to polityk, którego tradycyjną bronią są bojkot i przemilczanie. Jednak czy młody, perspektywiczny polityk, jakim jest Andrzej Duda, powinien wchodzić w buty lidera PiS? Nie, bo przed prezydentem Dudą stoi wspaniała perspektywa, niedostępna dla Jarosława Kaczyńskiego.

Z wyborem Andrzeja Dudy opinia publiczna wiąże duże nadzieje. Dostał on kredyt zaufania także od wyborców, którzy nie popierają PiS. Ma więc czystą kartę, nie jest obciążony wszystkimi winami, słabościami i śmiesznostkami Jarosława Kaczyńskiego, czy innych polityków PiS obecnych na scenie politycznej od początku lat 90-tych. Może więc uczynić to, co zawsze było marzeniem polityków PiS - zepchnąć Platformę na lewą stronę, samemu opanowując znaczący kawałek centrum sceny politycznej. Jarosław Kaczyński zdominował prawicę, ale nigdy nie uda mu się opanować też centrum, bo od lat występuje w formie straszaka na umiarkowanych wyborców. Oni nie uwierzą już w żadną „cudowną przemianę” prezesa. Skutecznie walczyć o rozszerzenie wpływów na centrum sceny politycznej mogą z ramienia PiS tylko ludzie względnie młodzi i nieobciążeni, jak Andrzeja Duda czy Beata Szydło. Dlatego też Jarosław Kaczyński zdecydował się wysunąć ich na pierwszy plan. Prezydent Duda nie zrealizuje jednak tego celu, postępując jak Jarosław Kaczyński.

Andrzej Duda ma 43 lata, Jarosław Kaczyński 66. Czy Jarosław Kaczyński będzie liderem PiS podczas kolejnych wyborów za 4 lata, w wieku 70 lat? Czy będzie prezesem partii mając 71 lat, gdy Andrzej Duda ubiegać się będzie o reelekcję? Czy nadal będzie rządził w PiS w wieku 76 lat, po ewentualnej drugiej kadencji prezydenta Dudy? Na któreś z tych pytań odpowiedź na pewno brzmi "nie". Prezydent Duda, który jest naturalnym kandydatem do przejęcia "rządu dusz" na prawicy, powinien myśleć już więc w kategoriach pozycjonowania PiS jako partii zagospodarowującej zarówno prawicę jak i centrum. Nie sugeruję oczywiście, że Andrzej Duda ma zapomnieć o wyborcach PiS. Im można jednak przypodobać się wiernością "dziedzictwu Lecha Kaczyńskiego" czy odważną polityką zagraniczną. A do centrowych wyborców prezydent Duda powinien wysyłać jasny komunikat - PiS Kaczyńskiego, czyli PiS obrażalski, radykalny, bojkotujący, agresywny, płonący ogniem pochodni oraz gniewu Antoniego Macierewicza i Krystyny Pawłowicz już mija. Teraz czas na PiS Dudy, wierny wartościom, "dziedzictwu Lecha Kaczyńskiego", ale rozsądny, zdolny do konsensusu, kulturalny. Takiego sygnału Andrzej Duda nie podając ręki Ewie Kopacz czy "zapominając" o Lechu Wałęsie nie wysyła.

Prezydent Duda gra więc dzisiaj o to, by pokazać, że wierny jest twardemu elektoratowi PiS i ani na milimetr nie odejdzie od linii wytyczonej przez prezesa, co być może zapewni mu gładką sukcesję po Jarosławie Kaczyńskim, ale z całym jej balastem, który w skrócie można przedstawić jako niewybieralność i brak zdolności koalicyjnej. Prezydent Duda może jednak grać o to, żeby po odejściu Jarosława Kaczyńskiego PiS poszerzony o wyborców centrowych stał się wybieralny i miał zdolności koalicyjne, lub w ogóle ich nie potrzebował. Czy prezydent Duda zadowoli się opcją minimum i zostanie Jarosławem Kaczyńskim „bis”, czy powalczy o coś więcej? Ma dopiero 43 lata. Kto ma więc bić się o więcej, jeśli nie on?
Trwa ładowanie komentarzy...