O autorze
Jestem konsultantem ds. marketingu politycznego, blogerem i współwłaścicielem firmy Skupieński Marketing sp. z o.o.

W Skupieński Marketing sp. z o.o. zajmujemy się copywritingiem, korektą, budową stron www, mediami społecznościowymi i blogosferą.

W swojej karierze zawodowej brałem udział w licznych kampaniach wyborczych, kierowałem redakcją łódzkiego serwisu informacyjnego oraz pracowałem w znanej agencji interaktywnej.

Publikuję w serwisie Tomasza Lisa „Na Temat”. Wcześniej pisałem do „Kampanii na żywo” Tomasza Machały. Prowadzę także blog i video blog o marketingu politycznym, polityce i mediach.

W wolnych chwilach kibicuję ulubionym drużynom piłkarskim i od czasu do czasu próbuję gotować;)

Strona mojej firmy:
http://www.skupienskimarketing.pl/

Marketing polityczny, polityka, media:
http://www.skupienski.pl/
http://www.youtube.com/skupienski
https://twitter.com/#!/tomekskupienski
http://www.facebook.com/marketingwpolityce

5 powodów, dla których Andrzej Duda wygra wybory prezydenckie

Andrzej Duda zrobił to co do niego należało. Doszusował z poparciem do notowań swojego ugrupowania i jest to wielki sukces. To samo zrobił Bronisław Komorowski, tylko w jego wypadku jest to kompletna porażka. Notowania Andrzeja Dudy podczas tej kampanii szły tylko do góry, Bronisława Komorowskiego tylko w dół. Czy jest możliwe odwrócenie tej tendencji? Moim zdaniem nie, a przynajmniej nic na to nie wskazuje. Za Andrzejem Dudą przemawia teraz kilka czynników.

Po pierwsze, potężny aparat partyjny PiS zyskał ogromny zastrzyk mobilizacji i entuzjazmu, szczególnie ten, który rozumie, że przyszłością PiS nie jest zbliżający się do 70 lat Jarosław Kaczyński, czy o rok starszy Antoni Macierewicz. PiS czeka albo kolejne 4 czy 8 lat w opozycji pod rządami starzejących się i niezbyt lubianych w społeczeństwie liderów, albo wyborcze zwycięstwo Andrzeja Dudy, które będzie równoznaczne z budową nowego, niezależnego od Jarosława Kaczyńskiego ośrodka władzy w PiS, który będzie miał mocne instytucjonalne oparcie przez 5 lat i na którego korzyść działać będzie upływający i postarzający prezesa czas. Młodzi lub w średnim wieku działacze PiS powinni więc stanąć na głowie, żeby Andrzej Duda wygrał te wybory i nie wątpię, że to zrobią.

Po drugie, sytuacja w szeregach PO jest dokładnie odmienna, niż w PiS. Wyborcy znokautowali prezydenta Komorowskiego niczym Mike Tyson. To był cios, który może "zgasić światło" dla starej Platformy. Starej, czyli Platformy Tuska (i Kopacz) oraz Komorowskiego. Czy Grzegorz Schetyna pisze już przemówienie, w którym wyjaśnia, że Platforma Obywatelska odeszła od ideałów i wyborcy się od niej odwrócili - ci od JOW-ów do Kukiza, ci od niskich podatków do Korwina, ci od normalności do Dudy? Niewykluczone. Już przed samymi wyborami Grzegorz Schetyna mówił "To nie kampania PO, tylko PBK". Tak jak dla działaczy PiS Duda jest jedyną obecnie nadzieją na przyszłość, tak dla działaczy PO Komorowski zaczyna wyglądać na balast. Może lepiej, niech "tłusty kocur" prezydent Komorowski przegra te wybory, wtedy partia wybierze Schetynę, nowego szefa, który niczym Longinus Podbipięta zetnie trzy stare głowy PO odcinając się od Komorowskiego, Tuska i Kopacz, a następnie na czele odnowionej Platformy zacznie bój o odzyskanie zaufania zawiedzionych i wyciągnie rękę np. do środowiska, które zaczyna formułować się wokół Ryszarda Petru i projektu Nowoczesna.pl. Nawet jeśli ten scenariusz jest przesadnie rewolucyjny, to i tak bez wątpienia można stwierdzić, że działacze PO raczej zachwyceni kampanią Bronisława Komorowskiego nie są i nie będą spalać się w ogniu walki o jego reelekcję - miał notowania na poziomie 60%, spadł do 33%, to niech sobie radzi, w końcu sam się od PO odcinał.

Po trzecie, skąd Bronisław Komorowski ma teraz wziąć wyborców? Elektorat Pawła Kukiza, który w dużej mierze zdecyduje o wyniku drugiej tury raczej zostanie w domu (ten bardziej oburzony) albo zagłosuje na Andrzeja Dudę (ten bardziej popierający zmianę). Jakoś nie bardzo mogę sobie wyobrazić, by ludzie którzy głosowali na muzyka, który chce totalnego przemeblowania, w drugiej turze poparli Bronisława Komorowskiego, który chce totalnej politycznej stagnacji. Podobnie do elektoratu Kukiza zachowa się też pewnie ok. 3,5% zwolenników Janusza Korwin-Mikkego. Bronisław Komorowski ma nawet problem z planktonem. Ogórek, Palikot i Jarubas zostaną w mniej więcej połowie zrównoważeni przez Brauna, Kowalskiego i Wilka. Jedyne co może uratować Bronisława Komorowskiego to jakaś wielka mobilizacja elektoratu PO. Ale kto ma ich zmobilizować, skoro zdemobilizowana jest sama partia?

Po czwarte, Duda jest kandydatem, którego trudno uderzyć. Podczas ciszy wyborczej na Twitterze jego notowania podawane były z konspiracyjnym przydomkiem „budyń”. Najpierw nie bardzo rozumiałem, skąd to przezwisko. Gajowy (ew. bigos) dla PBK, muszki dla JKM, cookies dla Kukiza - to były skojarzenia jasne, ale dlaczego Duda to budyń? Teraz, gdy zastanawiam się co mogą zrobić sztabowcy Komorowskiego, widzę, że ten kto wymyślił "budyń" był geniuszem polskiej mowy i użył najlepszego możliwego słowa, do identyfikacji kandydata PiS. Otóż Duda jest całkowicie elastyczny, jak budyń. Można go atakować, ale te ataki nie zostawiają śladu. Prezencja? Jak z amerykańskich kampanii. Rodzina? Piękne kobiety, żona i córka, zawsze u boku męża i taty. Wykształcenie? Prawnik, pracownik wyższej uczelni. Poglądy? Gładziutkie (poza drobnymi wpadkami typu in vitro). Doświadczenie? Wystarczające - wiceminister, europoseł. Najpoważniejszy mankament - niewielka charyzma i z natury usypiający sposób komunikowania się. No ale na tym polu, prezydent Komorowski Dudy na pewno nie pobije. W ogóle ciężko się oprzeć wrażeniu, że Duda, to po prostu 20 lat młodszy Komorowski, czyli taki Bronisław Komorowski w wersji 2.0 - tak samo nudny i spokojny, ale przystojniejszy, nowocześniejszy, z ładniejszą żoną i lepiej ogarniający otaczający i zmieniający się świat, np. nowe media. Jedynym pomysłem PO na atak na Dudę, poza in vitro, które jest sprawą totalnie niszową, było więc postraszenie, że Duda to nowa marionetka Kaczyńskiego. Jak widać, nie okazało się to działanie przesadnie skuteczne. Problem jest taki, że innego pomysłu nie ma i nie bardzo widać, by cokolwiek mogło się pojawić na horyzoncie.

Po piąte Platforma Obywatelska rządzi od 8 lat, prezydent Komorowski od 5. Biorą więc oni na siebie całkowitą odpowiedzialność, jak wygląda życie w Polsce. Tłumaczenia, że za coś odpowiada PiS, który rządził 10 lat temu do nikogo nie trafią, bo to w polityce cała epoka. Sztabowcy prezydenta Komorowskiego nie mieli więc wyjścia - musieli jedną z osi kampanii uczynić zadowolenie z modernizującej i rozwijającej się Polski. Niewątpliwie Polska zrobiła olbrzymi postęp od 1989 roku. Problem jest tylko taki, że nadal jesteśmy w Europie dziadami i z każdym dniem uświadamia to sobie coraz więcej Polaków. Jedni na własnej skórze, wyjeżdżając na Zachód i wykonując najbardziej podstawowe prace żyją wygodnie, na przyzwoitym poziomie, na który w Polsce nie mieliby szans. Pośrednio więc o polskim dziadostwie przekonują się ich rodziny czy przyjaciele, którzy zostali w Polsce i obserwują ekonomiczny sukces śmiałków, którzy wyjechali. Co więcej, wykonując bieda-pracę na zachodzie młodzi żyją lepiej, niż ich rodzice w Polsce po 30 czy 40 latach ciężkiej pracy. Jeżeli akurat jakimś cudem w którejś z rodzin nie ma emigrantów, to wystarczy, że wyjedzie się na zagraniczne wakacje. Włochy, Hiszpania, Francja - w tych krajach Polak czuje się jak kompletny dziad, licząc każdą złotówkę. Bułgaria, Rumunia, Chorwacja? Ceny jak w Polsce, nie poszalejesz. Chcesz poczuć się jak zamożny Europejczyk, możesz sobie jechać na Ukrainę... Nic więc dziwnego, że skoro ludzie widzą jak daleko Polska jest od reszty Europy, przekaz PBK o rozwoju czy europejskości wywołuje złość i frustrację. Niezadowolonych podczas niedzielnych wyborów było więc ponad 60%, sumując elektoraty Dudy, Kukiza, Korwin-Mikkego, Palikota, Brauna, Kowalskiego, Wilka i Tanajno.

Reasumując Bronisław Komorowski tych wyborów nie wygra, bo jego partia jest oszołomiona i zdemobilizowana, w przeciwieństwie do pełnych entuzjazmu struktur PiS, a w dodatku, nie ma on od kogo przejąć głosów, jego podstawowy przekaz rozmija się z rzeczywistością obserwowaną przez większość Polaków, a kontrkandydat jest wyjątkowo trudny do zaatakowania. Działacze PiS mogą więc powoli ustawiać się w kolejce do prezydenta Dudy i oddawać mu cześć jako nowemu wodzowi PiS, a działacze PO w kolejce do Grzegorza Schetyny z prośbą o ratunek.
Trwa ładowanie komentarzy...